Poranne wspomnienia. Pleśń

DSC_0870
Ruiny w Fonds Saint-Denis (C) AFT

To zdjęcie ruin gdzieś w Fonds Saint-Denis. Kolor murów zawdzięczają one oczywiście przeróżnym grzybom i innym mchom. Pamiętam, że ktoś zwiedzający północ Martyniki spytał mnie kiedyś czy domy są  tak czarne od wybuchu wulkanu. Nie. To pleśń.

Podobny odcień próbował przybrać – pomalowany na żółto – sufit mojej pierwszej karaibskiej łazienki. Co kilka tygodni odbywałam walkę z grzybem. Równie męczącą co syzyfową. Mieszkałam na granicy deszczowego lasu i jeżeli wydawało mi się że można tę tropikalną naturę tak po prostu zatrzymać na progu, to leśne kreatury były gotowe pozbawić mnie wszelkich złudzeń.

inspekcja
Czarniutki sporophile rougegorge (loxigilla noctis)  sprawdza co gotujemy (C) AFT

A ja byłam na początku bardzo naiwna, jak przeciętna francuska mieszczanka którą zachwycają kwiatki rosnące w szczelinach chodników. Buntowałam się gdy sąsiadki rano w koszulach nocnych i madrasowych  chustkach skrywających papiloty szorowały wąską wybetonowaną ścieżkę śmierdzącym chlorem! Nie pojmowałam czemu cały nasz maleńki ogródek jest wybetonowany i w części pokryty terakotą. Rośliny powciskane w doniczki. Potem zrozumiałam, że w przeciwnym razie  czasie pory deszczowej brodzilibyśmy  w błocie do kolan!

maison
Nasz domek od stronu „ogrodu” i Bibou wierny pies (C) AFT

Gdzieś zgubiła mi się większość zdjęć z naszego domu w Sainte-Marie, a zresztą – czego bardzo żałuję – nie wpadło mi wówczas do głowy by sfotografować chociażby łazienkę lub fasadę od stronu sąsiadów. Mam kilka zdjęć kiepskiej jakości które wysłał nam nauczuciel z Trinité, który zwiedził niebieską chatkę na kurzych nózkach zanim zdecydowaliśmy się  ją wynająć. Na tym „reportażu” dom wygląda jak luksusowa willa. Więcej mówi o jego prawdziwym charakterze zdjęcie placyku i chodnika.

perou
Dzielnica Fonds Jupiter w Sainte – Marie. (C) AFT

Wróćmy jednak do mojej łazienki.
Przez okno nad prysznicem wkradały się do środka nawet liście paproci kolonizującej szczeliny w fasadzie. Nijak nie dało się ich na dłużej pozbyć, bo fasada znajdowała si dobrych kilka metrów nad sąsiadami, nasz dom stał na zboczu i duża jego część opierała się na kurzych nóżkach. A przez to niewielkie łazienkowe okno nie dało się nawet wyjąć ramienia by te paprocie trochę powyrywać, bo skonstruowane było z grubych szklanych żaluzji.

paprocie
Tropikalnej natury nic nie powstrzyma (C) AFT

Przez pierwsze kilka miesięcy nie mieliśmy ciepłej wody. Przed przyjazdem na Martynikę nie robio to na nas wrażenia. Po co nam na Karaibach gorący prysznic? Gdyby był potrzebny to właściciele na pewno by go zamontowali. Informację, że zlikwidowali bojler ze względu na konieczność oszczędzności potraktowałam jak nieistotną anegdotkę. Wychodziliśmy z założenia, że w martynikańskich górach nie może być gorzej niż w alpejskim schronisku wyposażonym w lodowate prycznice. Zapomnieliśmy tylko że spartańskie warunki podczas pieszych alpejskich wypraw są stosunkowo łatwe do zniesienia tylko dlatego, że wycieczka trwa krótko, i że rano mnie trzeba wyglądać na tyle reprezentacyjnie by móc iść do pracy w przedstwicielstwie francuskiego  ministerstwa kultury. Mycie o 5 rano (nie obudzonej do końca) głowy przy użyciu butelki z zagotowanym na kuchence gazowej ukropem grozi poparzeniem. Mam na to dowody!

Dlaczego mi się to wszystko przypomina dzisiaj rano? Za oknem lyońska wiosenna plucha, a nad oknem kilka maleńkich plamek pleśni. Choć nasze mieszkanie nad rzeką wydaje mi się suche, pranie schnie w oszałamiającym tempie a mąka nie  zbija się w grudki. Ale skądś się te plamy wzięły! Wpadłam do osiedlowego sklepiku z artykułami gospodarstwa domowego i miłemu panu o azjatyckich rysach tłumaczę, że szuka czegoś niezbyt trującego by pozbyć się pleśni z dziecięcego pokoju. Pan wie jak mówić do mieszczanki noszącej zakupy w bawełnianej torbie i pyta czy chcę coś ekologicznego. Rozmawiamy chwilę o różnych produktach szanujących środowisko, a przede wszystkim o pochłaniaczach wilgoci. Pan pyta mnie w końcu: „Ale czy to mieszkanie jest bardzo wilgotne? Gdzie pani mieszka?”

Bez zastanowienia odpowiadam „Nad rzeką. Ale nie, ono wcale nie jest wilgotne, jest bardzo suche!” – i na jego twarzy widzę zwątpienie. Przyszła wariatka po pochłaniacz wilgoci do bardzo suchego mieszkania!
Więc z uśmiechem nieśmiało tłumaczę: „Ale ja wcześniej przez kilka lat mieszkałam na Antylach… Więc jestem przyzwyczajona do innej wilgotności”. Pan się roześmiał,  doskonale zrozumiał, zna te klimaty. I sprzedał środek na pleśń oraz pochłaniacz w którym przez kilka dni zebrało się sporo wody.

espadrille
  Espadrille po kilku tygodniach na Martynice (C) AFT

Enter your email address to follow this blog and receive notifications of new posts by email.

Dołącz do 15 obserwujących.

Starocie