SMS z tropikalnego lasu

DSC_0964Od ponad miesiąca nie miałam czasu wpaść w mój ulubiony zakątek wyspy, Anse Couleuvre. Brakuje mi tamtej soczystej zieleni, wodospadu, świetlików, kakao i owoców. I brakuje mi też rozmów z Vincentem, sprzedawcą owoców, oraz jego kilkuletnim synkiem -urwisem, który urodził się w sercu lasu i dopiero niedawno odkrył szkołę, musiał założyć buty inauczyć się mówić po francusku. Wcześniej mówił do mnie po kreolsku, a ja odpowiadałam po francusku, choć nie zawsze wszystko rozumiałam.
Na początku roku wpadałam do nich kilka razy w tygodniu, czasem musiałam kilka godzin czekać na parkingu na kogoś, kto wybrał się na trek. Miałam dużo czasu. Siedziałam więc i gadałam z Vincentem i jego synkiem. Na początku z dystansem, bo choć oboje są bardzo mili, to trzeba zasłużyć na ich zaufanie. Ale zaprzyjaźniliśmy się, chyba po tym jak dałam urwisowi ciastko w kształcie konika. Zostałam „uznana za swoją”.

Wodospad na rzece Couleuvre. (C) AFT

Wodospad na rzece Couleuvre. Mój pierwszy trek po operacji ręki, stąd ta wielka radość. (C) AFT

 

Vincent urodził się we Francji, a w malutkiej chatce bez bieżącej wody zamieszkał dziesięć lat temu… przypadkiem. Trafił na Anse Couleuvre, bo Fort-de-France bardzo go zawiodło, ale ktoś powiedział, że tam daleko, na północy, gdzie kończy się droga, jest prawdziwy raj. Pojechał sprawdzić. I został.
Słuchając jego opowieści zawsze czuję się jak w książce Marqueza albo Chamoiseau. W ciągu 10 lat spędzonych w jednym z najdzikszych zakątków Martyniki, Francuz przejął kreolski język i sposób postrzegania świata. I ja nauczyłam się przyjmować pewne rzeczy bezkrytycznie. W Anse Couleuvre panują po prostu inne zasady. I chęć postawienia w środku lasu bankomatu dla turystów nie dziwi mnie bardziej niż samochód zepsuty przez diabła albo wieloryby zapowiadające narodziny dziecka. We Francji puknęłabym się w głowę, tutaj pytam tylko jak się naprawia silnik który został zaczarowany. (Na razie nikt nie wie, a diabeł atakuje już drugie auto).

Stragan Vincenta na parkingu (C) AFT

Stragan Vincenta na parkingu (C) AFT

Dzisiaj o świcie dostałam SMS od moich leśnych przyjaciół. „Dawno Cię nie było. Jak się czujesz? Mamy dla Ciebie miskę z tykwy. Buziaki.”
Zrobiło mi się niesamowicie miło. Wiem, że po powrocie do Francji będę miała do nich ochotę dzwonić. Pytać jak się czują, jak urwisowi idzie w szkole, czy nadal ma własną kózkę. I co z tym diabłem?

Zachód słońca w Zatoce Anse Couleuvre. W tle sąsiednia wyspa, Dominika (C) AFT

Zachód słońca w zatoce Anse Couleuvre. W tle sąsiednia wyspa, Dominika (C) AFT

Enter your email address to follow this blog and receive notifications of new posts by email.

Dołącz do 15 obserwujących.

Starocie